AKI LAINE
28 lattatuażysta i właściciel Darkside Tattooprzyszły tata, oczekujący małej Dahlii z niecierpliwościąnarzeczony Nei, znanej wszystkim jako Baby Dolltrzy lata i pięć miesięcy od ostatniej bijatyki
Bo czyż nie jest tak, że autor w jakiś sposób zawsze się uzewnętrznia? Nawet jeśli opisywany przez niego świat i opisywani przez niego ludzie są tylko wytworem jego wyobraźni, to przecież zawsze są jakimś przejawem jego życia wewnętrznego. Jego duszy. Istoty jego człowieczeństwa. Impulsami elektromagnetycznymi w jego mózgu. Między słowami kryje się ekshibicjonistycznie ujawniana prawda. Między jedną linijką a drugą. W pustej przestrzeni. Niedomówieniach.
28 lattatuażysta i właściciel Darkside Tattooprzyszły tata, oczekujący małej Dahlii z niecierpliwościąnarzeczony Nei, znanej wszystkim jako Baby Dolltrzy lata i pięć miesięcy od ostatniej bijatyki
Cholera. Stała w ciągnącej się aż po samo wyjście kolejce do kasy, bębniąc palcami w trzymany w dłoni skórzany portfel już od dziesięciu minut. Pot oblewał jej czoło, koszyk z zakupami ciążył w ręce, a czekający przed nią ludzie, jak na złość, nie ruszali się ani o centymetr. Kasjerka właśnie dzwoniła po pomoc, miała problem z wbiciem czegoś w kasę i Essi przewróciła oczami, mając ogromną ochotę po prostu wyjść i wrócić do auta. Nie wchodziłaby po raz trzeci w tym tygodniu do sklepu z zabawkami, ale czerwony napis na przedniej szybie wołał, że promocja przed świętami Bożego Narodzenia wynosi niemal -70%, a Kai przecież od kilku tygodni mówił o nowej grze komputerowej, na którą normalnie nie było ich stać. Oszczędzała na własnych potrzebach, nie kupowała sobie kosmetyków ani ubrań z wyższej półki, często wolała pójść do second handu, aby dla dla niego starczało na najlepsze. Odkąd została mamą, centrum jej świata stał się właśnie ten mały mężczyzna o jasnych włosach i oczach przypominających węgielki. Oczywiście nie skończyło się tylko na jednej grze, Essi musiała wrzucić do koszyka również świąteczny sweter, kubek z reniferem i puzzle z jego ulubionym Superbohaterem. Były to rzecz jasna prezenty nie na nadchodzące święta, Kai wierzył bowiem w starszego, ubranego na czerwono pana, roznoszącego dzieciom podarunki, tylko na jego urodziny, wypadające właśnie w wigilię. Razem z Finnem umówili się, że ona bierze na siebie drobiazgi urodzinowe, a on te wigilijne i wspólnie dzielą się kosztami. Budżet mieli co prawda ograniczony, ale Essi twierdziła, że woli kupić więcej dla syna na ten jeden szczególny dzień w roku, a zrezygnować z prezentu dla siebie (na co Finn nigdy się nie zgadzał, mimo praktycznego podejścia do życia). Boże Narodzenie było jednak takim szczególnym czasem, kiedy nie patrzyli na pieniądze i cieszyli się z każdej chwili. Czerpała garściami z tego, że wreszcie święta nie są smutnym obowiązkiem wypatrywania pierwszej gwiazdki i jedzenia kolacji — miała rodzinę, dzięki której stawały się radosne, ciepłe, wyjątkowe. Po prostu jej.
OdpowiedzUsuńNie znosiła czekać na cokolwiek, czy to w korkach, czy w poczekalni u lekarza, czy w takiej długiej kolejce do kasy. Zawsze bardzo się denerwowała, zaczynała obgryzać paznokcie, gładzić nerwowo włosy lub wzdychać. Właśnie miała zażartować do Kaia o tym, że w tym roku święta się nie odbędą, kiedy zdała sobie sprawę, że synka przy niej nie ma. Nie trzymała go za rękę odkąd stwierdził, że jest już dużym chłopcem, czyli dokładnie od paru tygodni, ale przeważnie był bardzo grzeczny, więc nawet nie pomyślałaby, że mógłby dać nogę. Własne rozmyślania i przedświąteczne nerwy tak Essi zajęły, że nie zauważyła, jak Kai w pewnym momencie, zniecierpliwiony kolejką, wrócił oglądać gry. Nie myśląc o tym, że straci swoje długo wyczekane miejsce, rzuciła się w głąb sklepu w poszukiwaniu brzdąca. Zaczerwienione od gorąca panującego w pomieszczeniu policzki, przekrzywiona na głowie czapka i rozpięty płaszczyk ukazujący zabawną koszulkę dodawały zagonionej młodej mamie uroku, którego sama na co dzień nie zauważała. Bała się, że syn zawędrował w jakieś niebezpieczne miejsce, o co niełatwo w sklepie z zabawkami albo że ktoś go zaczepił, proponując podejrzanie wyglądające cukierki. Od sześciu lat wszystkie pozytywne myśli Essi zamieniła w czarne scenariusze, jeśli w grę wchodziło życie jej dziecka. Rozjeżdżający go samochód, pedofile na placu zabaw, włożenie scyzoryka do kontaktu, przypalenie żelazkiem — tysiące różnych groźnych opcji, w jakich mógł zginąć albo zostać zraniony jej Kai. Właśnie miała wpadać w panikę, mijając kolejnych zakupowiczów, kiedy wreszcie kilka metrów dalej przy stoisku z grami komputerowymi zobaczyła syna.
— Kai!
UsuńPodbiegła do niego w szaleńczym tempie, nie zwracając uwagi na półki, rzucając się na drobne ciałko chłopca i dusząc go w uścisku. Kiedy znikał choćby na parę minut bez wcześniejszego powiadomienia jej o tym, dostawała małpiego rozumu. Zachowywała się jak wariatka, chociaż nie groziło mu niebezpieczeństwo i chociaż wcześniej śmiała się z przewrażliwionych matek, macierzyństwo poukładało jej w głowie i zmieniło priorytety. Kai próbował coś wykrztusić, ściskając w łapce grę o potworach i kiedy w końcu mama postawiła go na ziemi, wskazał palcem kogoś obok, z kim podobno wdał się w miłą rozmowę, bo ten pan też lubi gry komputerowe. Uniosła wzrok na mężczyznę stojącego obok, którego jakimś cudem wcześniej nie zauważyła, wpatrzona jedynie w swoje oczko w głowie. W końcu go zobaczyła. I z bolesną, kującą w samo serce świadomością zdała sobie sprawę, że stoi przed nią jej brat bliźniak, którego widzi pierwszy raz od sześciu długich lat. Aki.
ESSI
— Aki — wyszeptała, czując, jak brakuje jej tchu.
OdpowiedzUsuńOddychaj. Oddychanie było pierwszą podstawową czynnością, której musiała nauczyć się przed sześcioma laty, kiedy została zupełnie sama z brzuchem, w wielkim pustym domu i bez jakiejkolwiek osoby, do której mogłaby zwrócić się o pomoc. Zanim przestały dokuczać jej nawracające ataki duszności i paniki ogarniającej całe ciało, musiało minąć kilka miesięcy. Po odejściu brata musiała nauczyć się wielu rzeczy, dotąd wydających się prozaicznymi i tak banalnymi, jak konstrukcja cepa. Przyszykowanie sobie śniadania często okazywało się przerastającym jej możliwości, dlatego zostawała w łóżku do południa i zamawiała coś gotowego dopiero wtedy, gdy już nie mogła dalej usnąć. Szkoła rodzenia w Helsinkach znacznie pomogła Essi zrozumieć, że pomimo wrodzonej umiejętności nabierania powietrza w płuca, prawdziwe oddychanie było znacznie bardziej skomplikowane. Musiało minąć kilka tygodni, zanim opanowała je do perfekcji, ale nawet wtedy, w najmniej spodziewanych momentach w nocy dopadały ją astmatyczne ataki, podczas których miała wrażenie, że się dusi. Musiała wtedy jak najszybciej zmienić pomieszczenie, nawet jeśli w tym drugim było mniej tlenu, niż w tym, w którym przebywała — tak właśnie postępowali astmatycy, szukając ratunku. Nauczycielka uspokajała Essi, że świetnie poradzi sobie z porodem, jeśli będzie pamiętać o prawidłowym oddechu, ale prawda była taka, że w połowie dziewiątego miesiąca przyszła mama wpadła w taką panikę, że miała ochotę wybłagać lekarza o przełożenie terminu porodu na następny miesiąc, co oczywiście możliwe nie było. Kai wypchnął się na świat późnym wieczorem w jednej z prywatnych klinik, które sama sobie wybrała i nie miało znaczenia, że Essi nie potrafiła się uspokoić, a co dopiero myśleć o wdechu i wydechu. Poród wcale nie należał do rzeczy tak skomplikowanej i paskudnej, jak myślała, nawet z nadwrażliwością na ból i lękiem, czy urodzi zdrowe dziecko. Kai odziedziczył drobność po niej, dlatego przeszedł przez drogi rodne bez większego problemu i położne z zachwytem patrzyły na szybką akcję porodową i zaczerwienioną twarz Essi, której nie musiały nawet pomagać znieczuleniem. Krzyczała bardziej z przerażenia, niż z bólu, bo o dwudziestej drugiej dwadzieścia syn wreszcie z niej wyskoczył, zaskoczony światem tak, że na pierwszy okrzyk musieli odczekać parę minut. Kiedy wreszcie położono go jej na piersi, nie mogła uwierzyć, jak mogła nosić coś tak idealnego pod swoim sercem. Jak z jej ułomnych genów powstał taki piękny człowieczek? Codziennie patrzyła na rosnącego, zmieniającego się Kaia i mimo upływu sześciu lat, nadal tego nie rozumiała.
Zabawne, że właśnie w tamtej chwili, stojąc przed bratem w sklepie przypomniała sobie o lekcjach w szkole rodzenia i mocniej zaczerpnęła tchu. Miała ochotę gorzko się roześmiać z całej sytuacji, która właśnie miała miejsce, gdy patrzyli sobie nawzajem w oczy, zdumieni własnym widokiem po tak wielu latach. Są takie momenty, kiedy czas staje w miejscu, a ty nie umiesz nawet mrugnąć powiekami, skamieniały jakimś wspomnieniem, zapachem, wizją dawnych, utraconych uczuć. Tak czuła się Essi, zapominając o tym, że miała okrzyczeć syna za zniknięcie, pilnować miejsca w kolejce i wrócić wreszcie do auta, by wrócić do domu i zacząć robić ciasto, bo nikt jej w tym nie wyręczy (Finn zawsze przypalał każdy swój wypiek, więc na niego nie mogła w tym przypadku liczyć). Niebiesko-szare oczy Aki'ego wciągały w swoją chłodną otchłań, hipnotyzowały i sprawiły, że zwykle wygadanej Essi zabrakło języka w gębie. Ożyła dopiero wtedy, gdy synek zaczął stękać z wyrzutem:
— Mamo, miażdżysz mi palce. — Popatrzył w górę i wyrwał dłoń z jej niedźwiedziego uścisku. Nawet nie zorientowała się, że od kilku sekund tak mocno ściska łapkę Kaia, że ten odczuwa ból. To jedno zdanie było powrotem do rzeczywistości.
— Przepraszam, kochanie — powiedziała, całując go w czoło i odgarniając grzywkę z oczu. Stali tak naprzeciwko siebie, nieśmiali, zawstydzeni i niewiedzący, co powiedzieć, jak zacząć rozmowę. Czy to się działo naprawdę?
Miała nadzieję, że nagle odezwie się alarm albo coś wessie ją pod ziemię, aby nie musiała patrzeć na tak znaną, ukochaną twarz. Jedyne, co mogło uratować Essi to spokój. I obojętność. Nie należało rzucać się sobie na szyje ani wybuchać płaczem, od dobrych kilku lat wyrosła z niepotrzebnych łez. Razem z oddychaniem przyszła kolej na reagowanie na bodźce. To robiło się coraz bardziej trudne do zniesienia. Co miała mówić? „Cześć, dawno się nie widzieliśmy”? Albo „co tutaj robisz”? Przyszedł zrobić zakupy, jak każdy człowiek w przedświątecznej gorączce. Kai, najwyraźniej zniecierpliwiony całą dziwaczną sytuacją w sklepie, pociągnął ją za rękaw płaszcza.
Usuń— Znasz tego pana? Skąd? Czemu nic nie mówicie?
Kiedyś próbowałaby wykrztusić słowa wytłumaczenia albo przeprosin (właściwie za co?), wtuliłaby się w brata, aby poczuć jego charakterystyczny zapach. Parę lat wstecz oddałaby wszystko za jedną chwilę z Aki'm, bliskość, pocałunek, cokolwiek. Teraz miała ochotę jedynie uciec i zaszyć się sama w jakimś bezpiecznym kącie. Z opresji uratował dziewczynę dzwoniący telefon, który nerwowo wygrzebała z kieszeni. Na wyświetlaczu widniało imię Finn. Świetne wyczucie czasu, pomyślała i odrzucając połączenie, z powrotem wzięła syna za rękę, a koszyk z zakupami odstawiła na ziemię. W awaryjnych sytuacjach korzystała ze swoich zdolności aktorskich, które wykształciła, kiedy musiała udawać, jak dobrze jest. Nagle czas zaczął ich naglić, nie mogli stać w miejscu i tak po prostu sobie gawędzić. Ucieczka najlepszym wyjściem. Zachowywała się jak tchórz.
— Spieszymy się — rzuciła nawet nie wiadomo do kogo. — Przez tę kolejkę straciliśmy pół dnia, a mamy jeszcze tyle do zrobienia. Przepraszam, musimy iść — bąknęła do bruneta, zawstydzona własnym zachowaniem. Pospiesznie ruszyła w stronę wyjścia, prawie potykając się na prostej drodze. Kai ledwo nadążał za jej długimi krokami. Połykała wstyd, odganiając od siebie niechciane emocje. Oddychaj.
ESSI
Czekała zdecydowanie zbyt długo. Przy życiu utrzymywała ją jakaś irracjonalna nadzieja, że po kilku tygodniach bliźniak wszystko przemyśli i wróci, dając im kolejną szansę. Czekała niezliczoną ilość samotnych wieczorów, podczas których słuchała padającego na szyby deszczu albo patrzyła w niebo. Kiedy to robiła, pocieszała Essi myśl, że gdziekolwiek Aki by teraz nie był, może patrzeć na to samo niebo i te same gwiazdy. Czekała na choćby jedną wiadomość, oznakę życia, zwyczajny list, w którym między wierszami mogłaby wyczytać, że to, co się stało już nie ma znaczenia. Miała naiwną wiarę dziecka, że wystarczy mocno czegoś chcieć, aby to się wydarzyło. Milion razy wyobrażała sobie chwilę, gdy Aki puka do drzwi ich wspólnego niebieskiego domku i bierze ją w swoje szerokie ramiona – jedyne miejsce, w którym czuła się bezpiecznie. Zasypiając, każdej nocy miała przed sobą jego twarz, często o nim śniła, a rano budziła się z poczuciem pustki. Nie było niczego, co mogłoby ją wypełnić, a mrzonki przestały ją nawiedzać z chwilą, gdy zrozumiała, że to definitywny koniec. Wyjechała do Helsinek niedługo przed porodem, nie wyobrażając sobie życia w tym przepełnionym wspomnieniami domu i mieście, w którym może spotkać ojca Kaia na każdym kroku. Nienawidziła tego człowieka, nawet nosząc jego dziecko pod sercem. Mimo że ich wspólnie spędzona noc była jednorazowym błędem, Kai pomyłką nie był. To właśnie on przywrócił Essi do normalności, znowu mogła oddychać jak dawniej, tuląc do siebie swojego synka i rozpoczynając nowe życie w starych, dobrych Helsinkach. Starała się nie myśleć o bracie, bo to tylko ciągnęło w dół ponurych rozmyślań, kończących się jedną konkluzją - „już mnie nie kocha”. Brak życzeń świątecznych czy urodzinowych, żadnych telefonów czy maili utwierdził Essi w przekonaniu, że straciła jedyną osobę, na której jej zależało.
OdpowiedzUsuńMusiała żyć dalej, bo miała dla kogo. Chciała być dobrą matką, a to oznaczało, że nie powinna wracać do przeszłości. Ze sprzedaży niebieskiego domu dostała tyle pieniędzy, by spokojnie wynająć niewielkie mieszkanko w centrum, kupić wyprawkę dla dziecka, urządzić mu pokoik i nabyć inne niezbędne rzeczy. Nowe lokum miało tylko dwa pokoje z kuchnią, ale na razie nie potrzebowali więcej. Po porodzie utrzymywała ich z pozostałych oszczędności, a po paru miesiącach postanowiła znaleźć dorywczą pracę jako kelnerka. Wychodziła wieczorami, a wracała nad ranem, jednak brakowało jej studiów i poczucia, że rozwija się w kierunku, o jakim marzyła przez lata – dziennikarstwa. Powrót na studia nie był łatwy, po ponad roku czuła się wśród tych młodziaków jak staruszka, ale w Helsinkach było dużo przyjemniej, niż na poprzedniej uczelni, dlatego nie poddawała się. Ukończyła je z wyróżnieniem, mimo opieki nad małym dzieckiem, weekendową pracą i skomplikowanym życiem uczuciowym. Po sześciu latach mogła pochwalić się, że nareszcie została dziennikarką – co prawda początkującą, ale jednak – i pisała felietony do jednego z najbardziej znanych kobiecych pism. Wiedziała, że gdyby rodzice żyli, byliby dumni ze swojej dziewczynki. Dojście do czegoś zajęło Essi o wiele więcej czasu, niż przewidywała na starcie, ale nie było to prostym zadaniem, kiedy jednocześnie jest się samotną matką i może się liczyć wyłącznie na własną pomoc. No, nie licząc świetnej opiekunki, która w wielu sytuacjach była nieoceniona. A potem Finna, który spadł na nią jak grom z jasnego nieba, stając się opoką i wsparciem jedynym w swoim rodzaju.
Sześć lat. Minęła niemal wieczność, tymczasem przeszłość wróciła z hukiem i fajerwerkami, uderzającymi do głowy. Aki stał przed nią jak przedtem, z wyrazem zaniepokojenia w jasnych oczach i mieszanką zapachu, który działał na nią jak nic innego. Było tak, jakby jednocześnie zmieniło się wszystko i nic, jakby nie było niczego złego w przytuleniu się do Aki'ego i wdychaniu jego perfum. Wiedziała jednak, że to nieodpowiednie, nie byli już tymi samymi ludźmi, mimo omylnego wrażenia, że wystarczy tylko...
— Wskakuj do auta, zaraz jedziemy. — Pospieszyła syna drżącym z emocji głosem, otwierając mu drzwi. Kiedy usadowił się na foteliku, przypięła go pasami, a potem w końcu spojrzała bratu prosto w twarz. Przeraźliwie bała się, co tam zobaczy, jednocześnie starała się ukryć to, że lód w jej sercu powoli się rozpuszcza. Miała być twarda i nie dać przedostać się do środka silniejszych uczuć, jak chore przywiązanie i sentyment, którym wciąż go darzyła.
UsuńPrzestąpiła z nogi na nogę, nie wiedząc, jak ułożyć w słowach to, o czym myślała. Układała sobie w głowie tę wypowiedź tyle razy, a kiedy nadeszła okazja, słowa zdawały się niewiele warte. Mimo wszystko byli rodzeństwem, a Aki jedyną osobą z rodziny, jaka jej została. Najlepszym przyjacielem. Czy warto było tracić to wszystko przez nieudaną, niespełnioną i beznadziejną miłość? Czy warto było mieć nadal do siebie jakiś żal i pretensje, że ją zostawił?
— Przepraszam. Bardzo cię przepraszam, Aki... — powiedziała tylko. Jakby to mogło cokolwiek zmienić i uleczyć zadane sześć lat temu rany. Stała z rękami sztywno wzdłuż tułowia, spuszczając wzrok i walcząc z pokusą wtulenia się w brata. — Gdyby można cofnąć czas, zmieniłabym wszystko, czym kiedykolwiek cię skrzywdziłam.
ESSI
Przez lata rozłąki próbowała nienawidzić go za wszystko, co powiedział podczas tamtej ostatniej kłótni. Nazwał ją głupią, naiwną kretynką, cedząc każde słowo z pełną świadomością i z zamiarem poniżenia najbardziej jak się dało. Wykpił jej miłość, a Kaia, którego jeszcze wtedy nosiła w brzuchu, pogardliwie nazwał „bachorem”. Nawet nie spojrzał w oczy Essi, kiedy zabierał swoje rzeczy i zostawiał ją na zawsze. W chwilach, kiedy zaczynała przeraźliwie tęsknić za jednym słowem lub choćby dotykiem, przypominała sobie to, jak się wtedy czuła. Jak z każdym kolejnym zdaniem opadała coraz niżej i niżej, a wszystkie pozytywne emocje do Aki'ego zastępował żal i niedowierzanie, że jest zdolny tak ranić. Jak została całkowicie sama, choć błagała go o wybaczenie i tłumaczyła, że to tylko jeden jedyny raz, w dodatku zmieszany z alkoholem i złością. Jak kolejne tygodnie upłynęły na najgorszej rozpaczy, gdy chciała zniknąć z powierzchni ziemi albo chociaż ponownie go zobaczyć. Zazwyczaj te wspomnienia wystarczały, aby przestała rozpamiętywać i wracała do rzeczywistości, której głównym bohaterem był mały Kai. To, że całkowicie nie zwariowała z tęsknoty do Aki'ego zawdzięczała właśnie tej kłótni, bo kiedy znowu sobie ją wyobrażała i przeżywała jeszcze raz od nowa, miłość chowała się pod warstwą bólu. Nie poznawała człowieka, jakim stał się Aki, ale najgorsze było to, że przestała poznawać także siebie. Późniejsza informacja o brutalnym pobiciu Mathiasa utwierdziła Essi w przekonaniu, że koniec związku był jedynym możliwym rozwiązaniem, mimo że tak okrutnym dla ich obojga. Może czasem trzeba odciąć się od tego, co toksyczne, aby na nowo móc oddychać. Tylko dlaczego właśnie bez toksycznego wpływu Aki'ego łapała się na tym, że nie pamięta już, jak samodzielnie nabierać powietrza?
OdpowiedzUsuńNieważne, ile razy starałaby się usunąć jego imię ze wspomnień, za każdym razem uparcie wracało z podwójną siłą. Nie umiała także nienawidzić, a po latach i żal gdzieś się ulotnił. Większość złych uczuć się przedawniało, a Essi po prostu tęskniła za swoim ukochanym bratem. Nie za kochankiem czy „mężem”, a za braciszkiem i najlepszym przyjacielem. Tęskniła za wspólnie robionymi obiadami, rzucaniem się poduszkami, rozmowami przy herbacie i innymi drobiazgami, które tylko z nim smakowały tak wyjątkowo. Ruszyła dalej, ale to nie sprawiło, że zapomniała. A teraz trzymał ją w ramionach, jakby już nic nie mogło wyrwać mu jej z rąk. Ten nagły objaw czułości wpłynął na Essi jak najlepsze lekarstwo. Zamknęła oczy, kiedy poczuła dłonie brata w swoich włosach i ciepło ciała, nadal tak silnego jak kiedyś. Zniknął parking, samochód, a w nim czekający niecierpliwie Kai zniknęli także ludzie, przechodzący obok w pośpiechu. Słowa łagodziły wyrzuty sumienia, a tym, co otrzeźwiło Essi z letargu było coś mokrego, skapującego na czoło. Spojrzała w górę i starła palcem pojedynczą łzę z najdroższego policzka.
— Nie płacz, głuptasie, bo ja też zacznę, i co wtedy? Takiej starej kozie już nie wypada. — Próbowała się roześmiać dla rozluźnienia atmosfery, ale zamiast tego wydała jakiś nieartykułowany dźwięk. Znała Aki'ego doskonale i wiedziała, że niewiele jest momentów, które doprowadzają go do łez. Był silnym facetem, wolącym przywalić komuś w gębę, niż przyznać, że cierpi. Dlatego wzruszenie chwyciło Essi za serce, kiedy stali tak, a na ich głowy zaczął padać drobny śnieg. Zapięła bratu kurtkę po samą szyję, patrząc z dezaprobatą na brak czapki i szalika. — Zdajesz sobie sprawę, jak łatwo można się przeziębić w grudniu? Przecież nie znosisz wizyt u lekarza. — Wygięła usta w uśmiechu, przypominając sobie coś. — Pamiętasz, jak mieliśmy po osiem lat, a ty zachorowałeś i przez bite dwa tygodnie nie mogłeś wychodzić z łóżka? Syrop, antybiotyk, herbata z miodem i te ohydne tabletki na gardło. Siedziałam z tobą pod kołdrą i czytałam ci książkę, bo umiałam płynnie czytać dużo wcześniej niż ty. Chciałam cię wesprzeć, więc też ssałam te tabletki, chociaż miałam ochotę przez nie wymiotować. A potem mnie zaraziłeś i chcąc nie chcąc, też musiałam leżeć w łóżku, jeszcze dłużej.
Oprócz złych, przykrych wspomnień istnieją także te całkiem miłe. Na szczęście. To dzięki nim życie nie było gorzkim czy kwaśnym daniem, które nie przechodzi przez gardło. Zabawne, że akurat w takiej chwili przypomniała sobie o tamtej ich wspólnej chorobie. Zamrugała, odpędzając nieproszone łzy. Zbyt długo nie płakała, aby teraz zaprzepaścić starania bycia twardą.
Usuń— Postoimy tu jeszcze dziesięć minut dłużej i będziemy mieli powtórkę z rozrywki — zażartowała, nadal wtulona w brata. Próbowała ukryć siłę przywiązania, ale nigdy nie była dobra w ukrywaniu czegokolwiek i po chwili spoważniała. — Z tobą mogę chorować. Tylko tym razem to ty czytasz książki, a ja przy nich zasypiam, dobra?
Jak cudownie było znów mieć go przy sobie. Nic poza tym się nie liczyło.
ESSI
Podobno prawdziwa nienawiść łączy się z miłością, ale Essi nigdy nie wierzyła w te brednie. Tak na dobrą sprawę nie umiała mścić się ani darzyć wrogim uczuciem innych ludzi, nawet tych, którzy ranili ją albo jej bliskich. Wybuchała złością i rzucała słownymi pociskami, ale nie trwało to na tyle długo, aby można nazwać ten gniew nienawiścią. Tą ostatnią budowało się latami, a kiedy już powstawała, to obdarzona niszczycielską siłą, pożerającą wszystko wokół. Nawet moc ogromnego żalu nie była w stanie sprawić, aby Essi z delikatnej, wrażliwej kobiety stała się nagle pozbawionym moralności potworem, ziejącym chęcią sprawienia Aki'emu podobnego bólu. Niezależnie od tego, co się między nimi działo, nie przestawała go kochać. To, co ich łączyło, bez wątpienia było miłością – jak inaczej nazwać te wszystkie momenty, kiedy pragnie się kogoś osłonić własnym ciałem przed śmiercią, chorobą i złym światem? Chwile, gdy jedno wie, o czym myśli drugie, zanim jeszcze zdąży uformować te zbitki myśli w jedną całość? Albo te, kiedy leży się obok, słuchając oddechu ukochanej osoby i zasypia na jej klatce piersiowej, wsłuchany w dźwięk bicia serca, brzmiącego piękniej niż cała orkiestra symfoniczna. Na temat miłości powstało tyle filmów i książek, że co mniej romantyczniejsi ludzie mogli już wymiotować nadmiarem lukru. Na ławkach obściskujące się pary, na plakatach również, a w kinowym repertuarze chociaż dwa filmy o miłosnej tematyce. Oglądając je, Essi śmiała się w duchu, nie wierząc już w żadne słodkopierdzące scenariusze czy serduszka, które zakochani dawali sobie na walentynki jako dowód miłości. Prawdziwe uczucie to radość odnajdowana w codziennych czynnościach. Robienie sobie nawzajem kawy, pieczenie jego ulubionego ciasta w sobotę i wysłuchiwanie zrzędzenia. Oglądanie meczu piłkarskiego, nawet jeśli nie rozumie się euforii w zdobywanych przez faworyzowaną drużynę bramkach. Opiekowanie się w chorobie, ścieranie krwi z warg po kolejnej bójce i czekanie w szpitalu, aż się obudzi. To, co pokazywali na ekranie było przereklamowane i nawet w jednej trzeciej nie oddawało uczuć zakochanej Essi. Może to piszący scenariusze spłycali miłość, a może to Essi żywiła do Aki'ego więcej, niż można było przekazać zwykłym filmem.
OdpowiedzUsuńNiejednokrotnie zastanawiała się, czy tam, gdzie teraz znajduje się bliźniak, jest szczęśliwy i czy na nowo ułożył sobie życie. Oboje byli jeszcze bardzo młodzi, a przyszłość leżała w ich rękach, mogli dowolnie ją modyfikować. Głęboko wierzyła, że chłopak odnajdzie sens życia, znała go jak nikt inny i dlatego wiedziała, że stanie się to prędzej czy później. Zawsze po rozpaczy musiało nastąpić odrodzenie, kumulacja sił dobiegała końca i człowiek rozpoczynał nowy etap. Kto wie, może nawet lepszy niż poprzedni, nawet jeśli wydawał się on jedyny w swoim rodzaju? W każdym razie na pewno inny. Przy kolejnych porach roku wyobrażała sobie, co w danym dniu robi brat, jak się czuje, czy znalazł sobie dziewczynę, przy której zapomniał i wyleczył rany. Te masochistyczne myśli wbrew pozorom pomagały Essi w dojściu do siebie i zezwoleniu na własne szczęście. Nie mogła czekać, aż Aki wróci, ponieważ czas mijał bardzo szybko, a ich związek i tak nie miał żadnej nadziei na przyszłość. Ułożyła sobie w głowie plan, którego głównym celem było szczęście syna. Kai miał mieć cudowne dzieciństwo mimo braku ojca, idealnych warunków mieszkalnych i innych niedogodności w postaci niewystarczającej ilości pieniędzy. Przestała więc czekać na Aki'ego, choć gdzieś w środku ciągle miała tę głupiutką nadzieję, że kiedyś znowu go zobaczy. Nie marzyła już o tym, co próbowali zbudować w niebieskim domu z dala od wszystkich znanych im ludzi. Brakowało Essi tylko obecności brata, najbliższego członka rodziny. Wystarczyłby nawet jeden telefon miesięcznie, aby pozbyć się wrażenia, że straciła najważniejszą osobę w swoim życiu. W dodatku przez własną głupotę i egoizm.
Nie miała złudzeń, wiedziała, że zawiniła i nie potrafiła do końca przebaczyć sobie zdrady. Obarczanie Aki'ego winą było tylko marnym sposobem na zasłonienie samej siebie, ale prawda była brutalna. Jedyne, co trzymało Essi w pionie to świadomość, że dzięki tej jednej nieprzemyślanej nocy pojawił się Kai i tego nie żałowała nawet w minimalnym stopniu. Gdyby nie zdrada, nie byłoby tej małej, blondwłosej istotki, a w rezultacie lat, podczas których pokochała bycie mamą. Przytulona do brata cieszyła się jak wtedy, gdy dostawała największą porcję lodów albo gdy pierwszy raz w roku zaczynał padać śnieg. Miała w zasięgu wzroku dwie najważniejsze osoby, którym oddała całą swoją duszę i serce. Czy mogło być lepiej?
UsuńDzwoniący telefon przywrócił brunetkę do rzeczywistości. Przypomniał też, że Finn jakiejś pół godziny temu starał się z nią skontaktować, a Essi odrzuciła połączenie. Palce Aki'ego na policzku i jego usta na czole mąciły w głowie. No bo czy było coś ważniejszego od tej odurzającej bliskości brata, za którym niemożliwie mocno się stęskniła?
— Dla ciebie? No nie wiem... — Udawała dylemat, zamyślając się. Popatrzyła na niego z podstępnym uśmiechem w kącikach ust, starając się ukryć radość, jaką wywołała propozycja spotkania. Dopiero po paru sekundach dźgnęła bliźniaka w bok, wybuchając śmiechem. — Oczywiście, że znajdę chwilę. Całą masę. Tyle, ile wystarczy, aby opowiedzieć wszystko, co wydarzyło się przez sześć lat. — Zjadała ją ciekawość, co się dzieje w świecie Aki'ego i nawet jeśli domowe obowiązki wcale nie znikały, a wręcz ulegały rozmnożeniu, ciekawość zwyciężała, a niedźwiedzi uścisk miał magiczną moc zapomnienia.
Spojrzała na śpiącego w aucie Kaia, zmęczonego zakupowym szaleństwem.
— Odwiozę małego do domu, zrobię obiad i będę wolna. Możemy spotkać się o siedemnastej w „Bagdad Café” co ty na to? Kiedyś lubiliśmy tam chodzić. — Kiedyś: słowo klucz. Ale może to kiedyś nie było aż tak odległe, by nie móc do niego wrócić w miejscu, które łączyło się z mnóstwem wspomnień? Niechętnie oderwała się od Aki'ego, całując na pożegnanie w policzek. Tak dawno tego nie robiła, że ta czynność wprawiła ją w onieśmielenie. Pospiesznie weszła do samochodu, przed zamknięciem drzwi rzucając:
— Gdybym się spóźniła, zamów nam to, co zwykle.
ESSI
Jechała z szerokim uśmiechem przyklejonym do ust najmocniejszym klejem – szczęściem, że odnalazła brata. Bolały ją policzki, a skóra twarzy przyjemnie mrowiła. Na wargach wciąż czuła smak zwykłego siostrzanego pocałunku, który dla Essi był jak wejście do zapomnianego raju. Wyjeżdżając z parkingu, wciąż odtwarzała w głowie ich chaotyczną rozmowę i własne zakłopotanie, kiedy zobaczyła Aki'ego w dziale z grami komputerowymi. Nie mogła uwierzyć, że kilkanaście minut w ramionach brata tak po prostu wymazało sześć lat nieobecności, tęsknoty i wyrzutów skierowanych w jego stronę. A jednak. Odwróciła głowę, aby spojrzeć na synka, ale ten spał twardym snem sześciolatka, z jasną grzywką opadającą na czoło i piąstkami ściśniętymi w walecznym geście, jakby śnił, że podbija kolejne kraje. Widok ten dodatkowo rozczulił Essi i przez całą drogę powrotną nic nie było w stanie zepsuć jej wyśmienitego humoru. Nie zastanawiała się nad tym, co powie Finnowi, gdy otworzy drzwi wejściowe i rozpłacze się ze szczęścia, nie mogąc wydusić nawet słowa. „Zaginiony brat”, jak nazwała Aki'ego w pierwszej i ostatniej rozmowie o rodzinie, był w ich wspólnym życiu tematem, którego się nie poruszało, aby nie zadawać brunetce niepotrzebnego bólu. Finn z autopsji wiedział, że wracanie do przeszłości nie przynosi niczego dobrego, dlatego skupiał się nad teraźniejszością, chcąc wynagrodzić dziewczynie ogrom cierpienia, które spotkało ją wcześniej. Była mu wdzięczna za kolorowanie świata i walkę z demonami, nawiedzającymi we śnie. Tylko przy jednej osobie na ziemi nie miała koszmarów, budzących w środku nocy. Zasypiając przy Finnie była jednak spokojna i pewna, że kiedy obudzi się z krzykiem, przytuli ją i nie pozwoli długo czuć strachu. Mimo iż mówili sobie o wszystkim, nawet o najdrobniejszych bzdurach, teraz obawiała się, że nie będzie w stanie przekazać ukochanemu, co się wydarzyło. Wątpliwości Essi okazały się niepotrzebne, bo gdy tylko przekroczyła próg z Kaiem na rękach, zdała sobie sprawę, że mężczyzny nie ma. Na stole w kuchni znalazła kartkę ze schludnym pismem ukochanego: „Pojechałem na zakupy. Odbieraj telefony, mała.”
OdpowiedzUsuńBędąc w trakcie robienia obiadu, Essi postanowiła, że powie swoim dwóm facetom – temu starszemu i trochę młodszemu – o Aki'm, kiedy siądą wieczorem w salonie. Mieli zwyczaj robienia czegoś o kształcie koła, łapaniu się za ręce i mówienie sobie o ważnych, lub mniej ważnych, sprawach, nadziejach, pragnieniach. To czyniło ich rodziną, w której nie mieli przed sobą tajemnic, a szczerość była podstawą w komunikacji i wzajemnych relacji. Tańczyła w kuchni, skacząc na palcach i okręcając się wokół własnej osi. Kładła jedzenie na stół, kiedy do mieszkania wtaszczyło się kilka potężnie wyładowanych reklamówek, a za nimi Finn, którego powitała mocnym uściskiem. Po zjedzonym obiedzie, rzuciła tajemniczo, że jest z kimś umówiona na popołudnie, ale nie sprecyzowała, z kim. Ufali sobie i Finn nie miał nic przeciwko, że Essi wszystko opowie po powrocie. Była zresztą taką bombą energii i szczęścia, że nawet Kai wydawał się przy niej niesamowicie spokojny. Po dwóch godzinach spędzonych na kąpieli, wybieraniu stroju, malowaniu się, układaniu włosów i wybieraniu dodatków, wreszcie była gotowa. Do Bagdad Café pomimo starań przyjechała lekko spóźniona, ale wiedziała, że brat jej wybaczy. Czuła się jak nastolatka przed pierwszą randką, wyperfumowana swoim ulubionym zapachem truskawek, naturalnie pofalowanymi na końcach włosami i ustami, pociągniętymi śliwkową szminką, idealnie współgrającą z kolorem sukienki. Pchnęła drzwi, a w twarz uderzył ją znajomy zapach kawy, ciasta i świeczek cynamonowych ustawionych na każdym stoliku. Poprawiła torebkę, nie musząc nawet szukać wzrokiem brata, ponieważ widziała go już w oknie. Dzięki butom na obcasie jej nogi w ciemnych, kryjących rajstopach wydały się dłuższe, a cała sylwetka wyższa, dlatego kiedy Aki wstał, Essi nie sięgała mu jak zwykle do brody. Wyglądał uderzająco przystojnie jak zawsze, ale nie mogła powstrzymać wrażenia, że dorósł. Był już młodym mężczyzną, a nie chłopcem z podbitym okiem.
Przytulona do niego, z trudem się oderwała, siadając na krześle naprzeciw. Płaszcz już wcześniej zostawiła na wieszaku przy drzwiach.
Usuń— To ja się cieszę, że jesteś. Wyglądasz świetnie — odpowiedziała zgodnie z prawdą, dopiero teraz mogąc przyjrzeć się mu w pełnej krasie. Po całym dniu uśmiechania, już prawie nie czuła mięśni. — Czuję się jak na haju. Zamiast soli, dodałam dzisiaj cukru do obiadu i domownicy nie byli zachwyceni, ale jakoś mi się upiekło. Co ty ze mną robisz? — Roześmiała się, rozluźniając znacznie. Aki nie odrywał od niej spojrzenia, dlatego na policzkach Essi po raz drugi tego dnia wykwitły rumieńce. Kiedy ostatni raz się rumieniła? Nachyliła się w jego stronę, szepcząc konspiracyjnie. — Tak naprawdę tylko ty wiesz, jaka kiepska ze mnie kucharka, przed innymi z powodzeniem udaje mi się to ukryć. Już nie przypalam wody na herbatę, naprawdę!
Rozejrzała się wokół, ale nie zdążyła nic dodać, ponieważ do ich stolika podeszła kelnerka z zamówieniem. Essi podskoczyła z radości jak małe dziecko, widząc szarlotkę i karmelowe latte. Tak dobrze ją znał, że nawet przypomnienie sobie, co uwielbiała jadać i pić w tej kawiarni, nie stanowiło problemu. Wciągnęła zapach jabłek i skubnęła palcem kruszonkę, oblizując się. Zawsze była łasuchem.
— Nie wyjdziemy, dopóki nie dowiem się wszystkiego. — Zaakcentowała ostatnie słowo. — Wszy-stkie-go. Zatkałeś mnie ciastem, więc przez najbliższe dziesięć minut możesz mówić bez obaw, że ci przerwę. Zacznij od początku. — Uśmiechnęła się do brata zachęcająco, a potem chwyciła za łyżeczkę i powoli zasmakowała pierwszego gryza.
ESSI
Przy każdej innej osobie po upływie sześciu lat niewidzenia się, Essi czułaby zakłopotanie. Nie wiedziałaby, o czym mówić, przygryzałaby nerwowo wargę i modliła, aby spotkanie jak najszybciej się skończyło. Przy Aki'm czas zdawał się jednocześnie zatrzymywać i płynąć niewyobrażalnie szybkim tempem, przemykając między palcami; godzina stawało się pięcioma minutami, a pięć minut kilkoma sekundami. Była onieśmielona jedynie chciwym spojrzeniem bruneta, studiującym każdy milimetr jej twarzy. Sama nieświadomie zapewne robiła to samo – patrzyła na bliźniaka z trudną do określenia czułością w brązowych oczach, zatrzymując wzrok na wąskich ustach, parodniowym zaroście, rozczochranych włosach, niewielkich bliznach, stanowiących pamiątki po bójkach. Miała ochotę wyciągnąć rękę i dotknąć brata, aby upewnić się, że faktycznie istnieje i nie zniknie pod wpływem dotyku, jak senna mara. Podczas rozłąki wiele razy szukała go w tłumie, czasem zdawało jej się, że widzi kogoś podobnego, ale kiedy podchodziła bliżej, zawodziła się. To tylko tęsknota i wyobraźnia robiły Essi psikusa. Nagle każdy wytatuowany mężczyzna powyżej metra osiemdziesięciu stawał się Aki'm i mimo upływu lat, wystarczyły podobne perfumy albo niski głos, by przywołać falę wspomnień. A teraz siedział naprzeciwko niej, pijąc kawę i uśmiechając się w swój łobuzerski sposób.
OdpowiedzUsuńAki miał rację, myśląc, że Essi się zmieniła. Nie była już małą dziewczynką, którą kiedyś chronił i bał się, że ktoś zrobi jej krzywdę samymi słowami. Mając dziecko, wyrosła ze skupiania się wyłącznie na sobie i swoich odczuciach, już nie analizowała każdej sytuacji po kilkadziesiąt razy, po prostu żyła. Nadal marzyła, ale nie przez całe dnie. Zajmowała ją rzeczywistość, a nie nierealne mrzonki o księciu na białym koniu, który odjechał, bo księżniczka go zdradziła. Pozbyła się nienawiści do własnego ciała, bardziej polubiła patrzenie w lustro, mimo że po porodzie zostało jej co najmniej pięć nadprogramowych kilogramów, rozstępy i cellulit, a koło oczu pojawiły maleńkie zmarszczki od uśmiechania. Świadomość, że jest ktoś, kto pokochał ją całym sercem, dała Essi siłę. Nie musiała otwierać ust, aby samą mową ciała dać innym do zrozumienia, że nie jest już zakompleksiona. Nie patrzyła w ziemię, utrzymywała kontakt wzrokowy, ubierała się tak, by podkreślać swoje walory.
— Śmiej się, śmiej, nie masz pojęcia, jakie robię dobre naleśniki z serem! Albo czekoladą. — Udała obrażoną komentarzem dotyczącym gotowania, a zaraz potem parsknęła śmiechem. — Miałam najlepszego nauczyciela, który pomimo moich dwóch lewych rąk, zawsze pokładał we mnie nadzieje. Jak nie wierzysz w niemagiczny czajnik, zapraszam na herbatę, udowodnię. Albo nawet na deser, bo podobno lepiej wychodzi mi pieczenie ciast, niż robienie wykwintnych dań. W sumie jakichkolwiek dań — przyznała z żalem, przypominając sobie, jakim świetnym kucharzem był Aki. Starała się pomagać mu w przyrządzaniu posiłku, ale nawet przy krojeniu warzyw potrafiła się przeciąć i zrobić w kuchni galimatias. Nie nadawała się do tego i oboje dobrze o tym wiedzieli. To obecność Kaia i Finna sprawiła, że Essi zmieniła się w przykładną panią domu, której nie wypadało zamawiać gotowców.
— Nie wyrzucą swoich najwierniejszych klientów. Dawaliśmy im solidne napiwki, na pewno nas pamiętają! A nawet jeśli, możemy zrobić sobie piknik na trawie w parku, miejsce jest mi obojętne. Ważne, że jesteś obok. — Uśmiechnęła się delikatnie, upijając łyk swojego latte. Przymknęła się jednak, bo Aki nigdy nie był przesadnie rozmowny, jeśli chodziło o jego osobę, a ona obiecała, że mu nie przerwie. Kiedy już zaczął mówić, potok słów wylatywał z niego ze spokojem i dojrzałością, a Essi patrzyła na brata z podziwem. To była niesamowita sytuacja. Po raz pierwszy nie wiedziała, co się dzieje w jego życiu i spijała każde zdanie z coraz większą ciekawością, na czym skończy opowieść.
W kilkunastu zdaniach nie dało się streścić sześciu lat, ale te kilkanaście zdań wystarczyło, aby zadać Essi cios gwałtowny, niespodziewany, prosto w twarz, a może i serce, którego jakimś cudem jeszcze nie straciła.
UsuńDopóki mówił o studiu, dorywczej pracy i mieszkaniu, uśmiech nie schodził z jej pomalowanych warg. Kiwała głową, będąc dumna z ułożonego życia brata. Jednak widok pierścionka na serdecznym palcu Aki'ego sprawił, że ciasto stanęło brunetce w gardle. Czas prawie się zatrzymał, gdy usłyszała, że bliźniak wyczekuje swojego potomka. Gdyby ktoś podszedł i spoliczkował Essi, nie zabolałoby bardziej. Ledwie trzymała się na krześle, próbując za wszelką cenę nie dać po sobie poznać, co naprawdę czuje. Na jedną krótką chwilę zamknęła oczy, przypominając sobie, jak szeptał jej do ucha: „Jesteś jedyną kobietą, którą kocham. Nie ma dla mnie nikogo innego.” Ściskał ją w ramionach, przyrzekając, że tylko ona się liczy i utrzymuje przy życiu. Essi przeszedł dreszcz, a na skórze pojawiła gęsia skórka – jedyny znak tego, że coś było nie w porządku. Twarzą starała się nie pokazywać, że zabolało; ten sekundowy moment, gdy zamknęła powieki i wszystko wróciło, był niemal niedostrzegalny. Słabość trwała tylko chwilę. Nikt niczego nie zauważył, świat ruszył dalej. Tylko Essi chciała wysiąść.
Otrząsnęła się z głębokiego szoku.
— Aki, tak się cieszę! Zaskoczyłeś mnie, aż nie wiem, co powiedzieć. — Wypuściła wstrzymywane powietrze. Na dobrą sprawę mógł pomyśleć, że po prostu nie dowierzała tej informacji i nic innego się za tym nie kryło. Jeszcze szerszy uśmiech, aż dziw, że była do tego zdolna. Może zamiast o dziennikarstwie, mogła pomyśleć o aktorstwie. Całkiem nieźle grała. — To wspaniała wiadomość! Będziesz świetnym tatą i równie dobrym mężem, jestem tego pewna. — Nagle wstała, potrzebowała go przytulić. Otworzyła ramiona i przytuliła do siebie Aki'ego, mocno, desperacko. Trzęsła się od powstrzymywanych emocji. — Boże, mój braciszek dorasta. Nie mogę w to uwierzyć — powiedziała cicho. Nareszcie nie widział jej twarzy i kiedy tylko odwzajemnił uścisk, buzię Essi wykrzywiło cierpienie, a w oczach pojawiły się łzy. Wiedziała, że w pewien sposób bezpowrotnie go traci.
ESSI
Nie rozumiała, skąd ten ból, skoro już dawno temu pogodziła się z tym, że ich miłość dobiegła końca i musieli budować nowe światy bez siebie. Może właśnie teraz, kiedy miała czarno na białym, że brat nie stał w miejscu i nie czekał na nią bezczynnie przez sześć długich lat, dotarło do Essi, że tak naprawdę nigdy nie pozwoliła sobie zapomnieć. Gdyby faktycznie wymazała wspomnienia o tym, jak pewnej nocy poprosiła Aki'ego o pierwszy pocałunek, który rozbudził skrywane do tamtej pory uczucia, nie powstrzymywałaby się teraz od płaczu. Nie musiałaby udawać radości, układając rysy twarzy w wyuczonym sztucznym uśmiechu, tylko po siostrzanemu wybuchnęłaby gejzerem szczęścia, klepiąc Aki'ego po ramieniu i wszystko byłoby w porządku. Ale nie było. Kiedy ich ciała po raz kolejny zetknęły się ze sobą w przytuleniu, Essi poczuła bolesny skurcz w klatce piersiowej, jak gdyby serce dawało o sobie znać. „Hej, zapomniałaś, że tu jestem?” pytało, niezadowolone powstrzymywanymi emocjami ciemnowłosej. Właściwie dlaczego coś kuło ją w środku, skoro odkąd zobaczyła go w sklepie, nie miała złudzeń, że cokolwiek będzie jak dawniej? Nie miała prawa do zazdrości, nawet najmniejszego. A mimo to na samą myśl, że Aki kocha inną kobietę, ciemniało jej przed oczami i wpadała w dziwny stan smutku i wściekłości jednocześnie. Niebezpieczna mieszanka, zwłaszcza gdy trzeba i powinno się udawać, że nic się nie stało. Usiadła na miejscu i jak gdyby nigdy nic, wróciła do jedzenia szarlotki. Oczy jej błyszczały, skrywając łzy, których nie mogła wypuścić. Przełykała kolejne kawałki ulubionego deseru, ale nie smakowały już tak jak wcześniej, jak gdyby informacja o nowej wybrance bliźniaka była trucizną, nadającą ciastu gorzki posmak. Nagle ludzie siedzący przy stolikach obok zniknęli, nie było też kręcącej się wokół kelnerki z zamówieniami ani klimatycznej muzyki, rozbrzmiewającej w pomieszczeniu. Zostali tylko Aki, Essi i cierpka, rozlewająca się po ciele zazdrość.
OdpowiedzUsuńZnowu stawała się egoistyczną dziewczynką, myślącą wyłącznie o własnych korzyściach. Aki był najlepszym mężczyzną, jakiego znała, zasługiwał na szczęście, na bycie mężem i ojcem – a ona nie mogła mu tego dać, nawet jeśli kiedyś chciała. Po tylu latach Essi nie myślała o nim w kategoriach kochanka, przecież sama była w związku. To sentyment i przyzwyczajenie odzywało się w kobiecie, nic więcej., tak sobie to tłumaczyła Może nadal nie potrafiła się dzielić, a prawda była taka, że brat już nie należał do niej. Zaskakująca informacja otworzyła jej oczy na rzeczywistość; sześć lat upłynęło, zmieniło się wszystko. Zacisnęła usta i siłą woli powstrzymała to, o czym myślała, że udało jej się wyrzucić. Zazdrość kiełkowała szybciej, niż zdążyła powiedzieć „stop”, ale Finka nie miała już kilkunastu lat, aby przez głupie pragnienie niszczyć to, co tak długo budowała z dala od Aki'ego. Wstydziła się swojej reakcji i miała ochotę przeprosić, pokajać się i przyznać, że jest beznadziejna. Postanowiła jednak po prostu do niczego się nie przyznawać i zachowywać tak, jak powinna była od samego początku. Świadomość, że sprawiłaby Aki'emu zawód, dodatkowo motywowała do poprawy. Spotkali się tu nie po to, aby roztrząsać przeszłość, ale by stworzyć nową teraźniejszość, w której zachowywali się wyłącznie jak brat i siostra. Egoistka, hipokrytka, zazdrośnica, taka właśnie była Essi, żadnego altruizmu, dzięki któremu przełknęłaby nowinę z godnością.
— Naprawdę ci gratuluję, nie sądziłam, że kiedyś coś takiego od ciebie usłyszę — dodała z jeszcze większym przekonaniem, śląc bratu ciepły uśmiech. — W ciągu sześciu lat ułożyłeś sobie życie w sposób, o którym wiele ludzi może tylko pomarzyć. Jesteś szczęściarzem, wiesz? — Dokończyła ciasto i zaczęła bawić się serwetką, składając ją w jakieś zabawne origami. Nieśmiało podniosła wzrok, aby powiedzieć coś jeszcze. Coś, co Aki mógł różnie zinterpretować, ale nie miała złych intencji — Ona jest szczęściarą, że ma ciebie.
Przekazał jej głos, choć nie zdążyła jeszcze spytać o mnóstwo rzeczy, których nie poruszył. Nigdy nie lubiła wystąpień publicznych, a czuła się jak przed jednym z nich. Brakowało tylko reflektorów, sceny i wypełnionej po brzegi sali pełnej publiczności, czekającej na słowa. Słowa nie przychodziły, gardło Essi nie chciało wypuścić żadnych zdań, jakby w obawie przed reakcją jedynego słuchacza. Sytuacja z minuty na minutę robiła się coraz dziwniejsza, jeszcze niedawno rozmawiali jak najlepsi przyjaciele, a teraz napięcie rosło i dziewczyna czuła, że może pęknąć, jak balon. Może dla Aki'ego wszystko toczyło się normalnie, nie mogła tego wiedzieć. Upiła łyk, a potem zaczęła mówić, zwyczajnie, bez pośpiechu.
Usuń— Kaia już poznałeś, ten blondwłosy aniołek to mój syn. W święta będzie miał siódme urodziny, nawet nie wiem, kiedy tak wyrósł. Niedawno doszedł do wniosku, że łażenie z mamą za rękę to obciach, bo przecież jest już dużym facetem. Uwielbia gry komputerowe i super-bohaterów, co zresztą sam widziałeś. Milion pomysłów na minutę, pytania dotyczące kosmosu i astronautów, bo kiedyś chciałby zobaczyć kosmitów, którzy istnieją, podobnie jak Święty Mikołaj. Jest słodkim gadułą, ma to pewnie po mnie. Mogę mówić o nim godzinami, więc jeszcze ci się znudzi. — Zaśmiała się, owijając na palec pokręcony, żyjący własnym życiem kosmyk włosów. Przełknęła ślinę. — Nie uwierzysz, ale pracuję w redakcji i piszę własne felietony o nowoczesnym macierzyństwie. Skończyłam studia, chociaż wtedy wydawało mi się to niemożliwe. Jestem wolontariuszką w Domu Dziecka, chodzę też na jogę. Właściwie dostałam pracę dzięki znajomości pewnego fotografa, który polecił mnie naczelnej. Jak to zwykle w takich historiach bywa, ten fotograf jest teraz moim chłopakiem. — Uśmiechnęła się ironicznie, wyczekując jakiejkolwiek reakcji. Próbowała czytać w Aki'm jak w otwartej księdze. — Jesteśmy razem od czterech lat. Mój brak kulinarnych zdolności o dziwo mu nie przeszkadza. Skoro jeszcze nie otrułam rodziny, chyba nie jest tak źle.
ESSI
Byli jak ogień i woda, istne przeciwieństwa. O ile Aki zasłużył na miano jednego z najlepszych tajniaków uczuć, po którym nigdy nie widać, o czym w danym momencie myśli, tak Essi była jak otwarta księga. Podziwiała brata za to, że od lat miał pokerową twarz i niesamowity dar kamuflowania każdej emocji. Uśmiechał się, kiedy tak naprawdę chciał rozerwać kogoś na strzępy, nie zadrgał mu ani jeden mięsień, nawet jeśli w środku pękał kawałek duszy. Z jednej strony utrzymywał nerwy na wodzy, dusił zarówno pozytywne, jak i negatywne emocje, a z drugiej, wyładowywał się na swój sposób. Doskonale wiedziała, że kiedy spotykało go coś złego, nie szło mu w pracy ani sprawach osobistych, przelewał frustrację na innych ludzi. Tuszowanie smutku czy złości było tylko pozorne – wystarczyła pierwsza lepsza okazja, aby kierował pięść w czyjąś twarz, kolano w brzuch, a łokieć w żebra. Zbierał ciosy, jak nagrodę, ścierał krew płynącą z nosa albo z rozbitej wargi i chociaż dla wielu wydawało się to abstrakcyjne, doznawał wtedy czegoś w rodzaju oczyszczenia. Przyrównać można to do uczucia towarzyszącemu osobie wierzącej po spowiedzi albo komuś, kto wyżala się przyjacielowi, oddając połowę ciężaru na jego barki. Każdy radził sobie jak potrafił, jedni zajadali problem, inni uciekali w alkohol i inne używki, a tacy jak Aki wdawali się w trzy bójki tygodniowo, niemal cały czas chodząc z podbitymi oczami i zdartymi kłykciami. Essi bolał sam widok, za bardzo kochała brata, aby się wzruszyć ramionami i się nie przejąć, nie była zdolna do braku reakcji. Za każdym razem błagała go o zmianę zachowania, rozsądek, przelanie uczuć w innej formie. Opatrywała mu rany, pomagała bliznom się goić, ale nigdy nie udało jej się całkowicie wyplenić tego zachowania. Gdyby wiedziała, że to nowa wybranka była po części sprawcą zmiany Aki'ego, czy cieszyłaby się z sukcesu Fina, czy raczej zagryzła wargi w geście zazdrości, zastanawiając, dlaczego to ta dziewczyna, a nie ona, przed laty, nie uratowała Aki'ego od niszczącego przyzwyczajenia? Może Essi miała w sobie za mało siły, a może nowa miłość okazała się lekarstwem.
OdpowiedzUsuńDzięki dorastaniu przy kimś takim jak on, nauczyła się, że czasem popłacało milczenie, zamknięcie w sobie i niepokazywanie wszystkiego. Kiedy odszedł, nieświadomie przejęła część nawyków bliźniaka, chowając się w kokonie własnych lęków, wspomnień, błędów i porażek z przeszłości. Niektóre emocje były tylko jej. Nie pokazywała ich innym, nie mówiła o pewnych sprawach, płakała wyłącznie w łazience, kiedy nikt nie mógł usłyszeć ani zobaczyć. Uważała na słowa, nie rzucała wyznaniem „kocham cię”, niczego nie obiecywała, nie składała deklaracji. Zbudowała wokół siebie mur, który niełatwo było przekroczyć, ale gdy już się to stało, przepadła bez pamięci. Poznając Finna, nie nastawiała się nawet na przyjaźń, ponieważ już raz zawiodła się na jedynym przyjacielu i puste miejsce za bardzo bolało, aby kogoś na to miejsce wpuszczać Mężczyzna był jednak tak zdeterminowany, że kawałek po kawałku zdobywał Essi, poznając jej dobre strony i dziwiąc się, ile kryła ciepła, wrażliwości i dziewczęcego uroku. Przy nim nie udawała. Śmiała się na cały głos, płakała mu w rękaw, tańczyła tak, jak gdyby nikt nie patrzył i nie żałowała. Finn przywrócił Essi do życia, tchnął w nią wiarę, że jeszcze może być w porządku, nawet jeśli obok nie było Aki'ego. Z powrotem uczyła się funkcjonowania wśród ludzi, poznawała nowych i nie dystansowała się. Był najlepszą terapią, a w dodatku obdarzył dziewczynę wsparciem, zrozumieniem i nie trzeba było długo czekać, aż między nimi utworzy się więź. Nie tak mocna i zapierająca dech w piersiach, jak ta bliźniacza, ale żadna relacja nie była taka sama. Każda kryła niespodziankę. Element zaskoczenia.
— Czasem myślę, że to, jak dwoje pisanych sobie ludzi znajduje siebie nawzajem wśród tylu innych, jest czymś najpiękniejszym na świecie. Możesz codziennie widywać ją w metrze, a potem nagle okaże się miłością twojego życia. Albo rozlać jej kawę na buty i w ramach przeprosin zaprosić do kina, a potem wracać tam w każdą rocznicę związku.
Spotkać w sklepowej kolejce albo... Może być przy tobie od zawsze. A ty dopiero po latach zaczynasz rozumieć, że to właśnie ta jedyna. — Essi zamyśliła się, wpatrując w filiżankę. Dlaczego o tym mówiła? — Prawdziwe szczęście jest wtedy, kiedy mocno ją łapiesz i nie dajesz odejść. Wszystko inne to tylko podróbki, marne zastępstwa czegoś prawdziwego.
UsuńZabawne, że chwila radości potrafi tak szybko umknąć, a zamiast niej nostalgia, dziwna pustka, nieuchwytne myśli. Aki siedział naprzeciw, ale zawieszała na nim wzrok, jakby wcale go tam nie było. Może podczas tych kilku sekund myśleli o tym samym. O straconym wspólnym szczęściu, błękitnym domu, w którym mieszkali, jakby tylko oni dwoje istnieli. Nie tylko w mieście, a na całej planecie. Pocałunki w trakcie śniadania, smakujące truskawkami i kawą, spacery w blasku księżyca, nagie kąpiele w jeziorze, kiedy Aki był bliżej niej, niż kiedykolwiek wcześniej. To właśnie tam, będąc żoną własnego brata, zrozumiała, że wyłącznie on tak wpasowuje się w jej ciało i duszę. Przebudzenie nadeszło wcześniej, niż myśleli. Z tłuczonym szkłem, łzami, wyzwiskami prosto w twarz i nieutulonym żalem.
Wróciła do rzeczywistości, podnosząc oczy i uśmiechając się.
— Będziecie mieli jeszcze mnóstwo okazji, aby się nawzajem poznać. Jestem pewna, że cię polubi. Wiesz, dlaczego ma na imię Kai? — Wahała się, czy o tym powiedzieć, ale cień, który przemknął po twarzy bruneta, zdawał się czymś więcej niż tylko chwilowym zamyśleniem. Bez znaczenia, jak próbowałby coś ukryć, Essi wiedziała, znali się od urodzenia. — To prawie tak jak Aki, tylko poprzestawiane litery. Trzy moje ulubione, chyba nietrudno zgadnąć, dlaczego. Macie ze sobą więcej wspólnego, niż myślisz.
— To jedno się nie zmieniło, nadal wszystko zapisuję. — Roześmiała się. — Mogę wpisać wszędzie rezerwację na jedną osobę, odpowiada ci taka opcja? — Mając dziecko, pracę, obowiązki i pasje, faktycznie niewiele czasu zostawało jej na cokolwiek innego, ale odnaleziony brat stanowił teraz priorytet. — W redakcji terminy są ścisłe, ale wieczorami, gdy nie piszę, jestem wolna. Zresztą, będziesz mógł wpadać do naszego mieszkania, kiedy tylko chcesz. Mój dom jest twoim domem.
Zarejestrowała stężenie twarzy Aki'ego i wzięła oddech, spokojny, aby nie zdradzić się ze swoim zakłopotaniem. Mówienie o innym mężczyźnie było trudne, ale mieli za sobą najgorsze, teraz mogło być tylko lepiej. Nie umiałaby okłamać brata, zatuszować prawdy, sama również nadal się o niego niepokoiła, mimo że mieli prawie trzydzieści lat. Pewne rzeczy się nie zmieniają.
— Jest najlepszy — powiedziała cicho. — Daje mi więcej, niż na to zasługuję.
ESSI
Wraz z powrotem brata bliźniaka odzyskała połowę swojego serca, z którą utratą już się pogodziła. To było zupełnie odmienne doświadczenie od tego, co znała. Nie mieli już między sobą toksyczności, ale nie traktowali się również z chłodną neutralnością. Po raz pierwszy od lat Aki był dla niej wyłącznie jak członek rodziny i najlepszy przyjaciel, nie jak mężczyzna, obiekt westchnień i kochanek. Mając przy sobie Finna i Kaia, będąc dwudziestoośmioletnią, dojrzałą emocjonalnie osobą, nie myślała o przeszłości z sentymentem. Nie analizowała błędów, zdrady, nie wspominała szczęścia, dzielonego wraz z Akim. Skupiała się wyłącznie na tu i teraz, a to najpiękniejsza teraźniejszość, jaką mogła sobie wyobrazić. Bez obecności brata chwilami czuła się niepełna, pozbawiona ważnego elementu świata, ale teraz, kiedy znów był przy niej, Essi wiedziała, że jest na właściwym miejscu. W tak wyjątkowym, świątecznym czasie, możliwość zadzwonienia do brata i usłyszenia w słuchawce jego głosu było najlepszym prezentem bożonarodzeniowym. Zaginiony puzzel wrócił na swoje miejsce. Znów była całością.
OdpowiedzUsuńUwielbiała już same przygotowania, wprawiały one Essi w wyjątkowy nastrój oczekiwania. Pieczenie pierników, które prawie zawsze przypalała, szukanie przepisów na ciasta, wspólne ubieranie choinki przy świątecznych piosenkach i kupowanie prezentów stanowiły coroczną tradycję. Nucenie „Santa Claus Is Coming To Town” było w tym czasie jej ulubionym zajęciem i często Finn gonił ją po całym mieszkaniu, grożąc, że wyrzuci odtwarzacz płyt przez okno, jeśli jeszcze raz usłyszy tę piosenkę. Ich mały, prywatny świat sprawiał wrażenie ciepłego i bezpiecznego, przez te kilka dni nie miało znaczenia nic poza tym, by spadło jak najwięcej śniegu. Nie myślała o problemach w pracy, kolejnych artykułach do napisania, wrednych koleżankach. Pakowała prezenty, dobierała do nich kolory wstążek i patrzyła na dziecięcą radość Kaia, kiedy dekorował pierniczki lukrem. Miał dzieciństwo, jakiego ona nigdy nie doświadczyła i to jeszcze bardziej napełniało Essi spełnieniem.
Obecność Aki'ego była oczywistością, zaprosili go dwa tygodnie wcześniej, zaznaczając, żeby zjawił się wraz ze swoją narzeczoną. Chociaż mieli za sobą kilka spotkań na mieście, Essi jeszcze nie rozmawiała z Neą. Wiedziała, że lada moment pojawi się na świecie pierwszy potomek Aki'ego, a Nea z tygodnia na tydzień coraz gorzej się czuła. Pamiętała, jak sama w ostatnim miesiącu ciąży ledwo się ruszała, nie mogła zmieścić stóp w żadnych butach i czuła się jak wielka słonica, oczekująca swojego słoniątka. Miała jednak nadzieję, że uroczysta kolacja w drugi dzień świąt będzie odpowiednim momentem na poznanie przyszłej mamy. Odrobinę spięta, dokończała przygotowywanie stołu i potraw, na sam koniec zostawiając ubranie siebie i Kaia. Finn siedział w salonie i czytał gazetę. Miał na sobie eleganckie spodnie i białą koszulę, uwielbiała go w takim wydaniu, wyglądał wtedy jeszcze przystojniej, niż zazwyczaj. Był jednym z tych mężczyzn, za którymi kobiety oglądają się na ulicy i zazdroszczą idącej przy nim partnerce, która jako jedyna ma przywilej trzymania go za dłoń.
Malowała akurat usta przed lustrem w łazience, poprawiając kołnierzyk czarnej, prostej sukienki do połowy uda, gdy zabrzęczał dzwonek. Zanim zdążyła wyjść z pomieszczenia, drzwi otworzył rozanielony Kai, wpuszczając do środka ich gości. Essi z radością wyszła przywitać Aki'ego z Neą. Zdziwiła się jednak, zamiast dwóch osób, widząc tylko jedną.
— Cześć! Gdzie masz swoją piękną ciężarówkę? — spytała żartobliwie, całując brata w policzek. Finn wyszedł z salonu, podając mężczyźnie rękę, a Kai skakał wokół niego, z zaciekawieniem podglądając, co może znajdować się w paczkach, które Aki trzymał w rękach. Essi z jednej strony odetchnęła z ulgą, bo bardzo stresowała ją myśl o rozmowie z Neą, a z drugiej zaniepokoiła się o powód jej nieobecności. Wbiła w brata pytające spojrzenie.
ESSI