Czasami jestem tylko cieniem. Ciemnym kształtem widocznym na moście. Spotykam ciebie i stajesz mi się bliski. Zamieniam się wtedy w tęczę emocji. Żółta radość, pomarańczowy entuzjazm, czerwona czułość, zielona nadzieja, błękitne zaangażowanie, fioletowy niepokój. Kolory tańczą we mnie szalonego kankana, aż gasnę, bo w pewnym momencie zabierasz mi każdy z nich. Nie mówisz przy tym ani słowa. Wkrada się niepokój, chcę zniszczyć zaangażowanie, gubię nadzieję, boję się, że czułość nic nie znaczyła, znikają entuzjazm i radość. Znów zmieniłam się w ciemny kształt i krzyczę na moście z wewnętrznego bólu.
CIRI LINDHOLM
30.I.1999, Uppsala — jedyna i pierworodna córka znanych rodziców, biznesmena oraz malarki, po których nie odziedziczyła ani smykałki do interesów ani talentu plastycznego — uczennica drugiej klasy na profilu Individuella programmet — nie wiem, kim jestem, a muszę decydować, kim będę — właścicielka najpiękniejszej istoty na świecie, LovisyCo, gdybym pocałował wszystkie miejsca, które nauczyłaś się w sobie nienawidzić? Co, gdybym położył na nich dłonie i pozostawił je tam wystarczająco długo, by moje ciepło połączyło się z twoim, aż zapomnisz o tym, że kiedykolwiek było powietrze pomiędzy twoją i moją skórą? Co, gdybym kochał wszystkie twoje wstręty i co, gdybym spędzał dni, brudząc twój umysł wcześniej wyprany? Pokazał ci nowe obrazy tej samej ciebie, której zaczęłaś unikać w lustrze?
Co, gdybym powiedział, że to, co mówią, to nieprawda i wypełnił twoje uszy najszczerszymi słowami w języku, którego przestałaś używać? Co, jeśli zasadziłbym nowe kwiaty w miejscach, na które się krzywiłaś i nauczył cię ich imion, gdy rozkwitają? Co, gdybym powiedział, abyś nigdy ich nie zrywała i pozwalała płatkom dekorować podłogę, podczas gdy wirujesz poprzez swoje życie? Co, gdybyś zapomniała, że kiedykolwiek byłaś czymś innym niż pięknem?

To była jego pierwsza zima w Uppsali od ponad dziesięciu lat. Przez ten czas zdążył już zapomnieć, jak pięknie miasto prezentowało się o tej porze roku; jak promieniejący w słońcu śnieg dodawał uroku i miękkości zamkowi, stojącemu w centrum i jak wspaniałe były spacery po deptaku obok wpół zamarzniętej rzeki. Mimo, że do rodzinnej mieściny wrócił przeszło ponad miesiąc temu, i wciąż miał milion spraw do załatwienia w urzędach i bankach, każdego dnia znajdował czas na minimum godzinny spacer. Napawał się widokami, chłonąc wzrokiem wszystko, co znajdowało się dookoła niego. Odkrywał na nowo miejsca, w których spędził swoje młodzieńcze lata i poruszał się ścieżkami wyznaczonymi przez wspomnienia. W ostatniej dekadzie miasto zmieniło się diametralnie, lecz Ivarowi udawało się odnajdywać miejsca nietknięte, wręcz dziewicze – dokładnie takie, jak je pamiętał z dzieciństwa. Musiał jednak przyznać, że ewolucja Uppsali przypadła mu do gustu i eksplorowanie nowych lokalizacji napawało go ekscytacją i entuzjazmem małego chłopca. Wydawało mu się, iż z każdym kolejnym dniem na jego liście rzeczy do zobaczenia pojawia się coraz więcej nazw ulic, pubów i restauracji, które chciałby odwiedzić. Wykreślone słowa zostawały zastępowane nowymi, często jeszcze bardziej ciekawymi. Zazwyczaj dopisywał do każdej nazwy jakiś komentarz – jakiego jedzenia spróbował, czego się napił, co jeszcze mógłby w ówdzie miejscu zamówić. Nabył takiego przyzwyczajenia podczas swoich licznych podróży po świecie, podczas których starał się przelać na papier każde wspomnienie. Ivar lubił pisać, aczkolwiek nigdy nikomu nie pokazywał swoich notatników. To były jego przemyślenia, jego emocje, jego spostrzeżenia. Pisał, by w ciągu gorszych dni mieć do czego wrócić. Po tylu latach nadal trzymał zeszyty, towarzyszące mu w trakcie jego pierwszych wyjazdów do innych krajów Europy, które odbył mając zaledwie dziewiętnaście lat.
OdpowiedzUsuńPodróżowanie zawsze było dla niego czymś ważnym – czymś, co przez długi czas wyznaczało jego cel w życiu i pokazywało mu drogą, którą powinien był się kierować. Jednak w wieku trzydziestu pięciu lat zrozumiał, iż nastał czas na coś nieco innego i bardziej stabilnego. Przez dwa lata mieszkał w Rejkiawiku, gdzie był managerem ekstrawaganckiej restauracji. Choć Islandia była jednym z jego ulubionych miejsc na świecie, a życie w jej stolicy układało mu się idealnie, po pewnym czasie zaczął odczuwać pewnego rodzaju pustkę, której nie mógł niczym zapełnić. W ciągu jednego wieczoru zadecydował zaryzykować i wrócić do rodzinnego miasta, czarującej Uppsali, mimo iż nie miał pojęcia, co go tam czeka. W momencie lądowania na lotnisku Ärna przeszło go dziwne ciepło, które wchłonęło się w każdą komórkę jego ciała. Właśnie wówczas wiedział, iż podjął dobrą decyzję. To był właściwy czas i odpowiednie miejsce, nie miał co do tego żadnych wątpliwości.
Wieść o jego powrocie i kupnie pubu niedaleko centrum miasta rozeszła się bardzo szybko. Wielu dawnych znajomych odezwało się do niego i Ivar na nowo zaczął odbudowywać z nimi kontakty. Na tej liście nie mogło oczywiście zabraknąć Ernsta Lindholma, jego dawnego przyjaciela, z którym znali się odkąd tylko pamiętał – ich matki były przyjaciółkami już w trakcie ciąż, więc Ernst i Ivar wychowali się przy sobie praktycznie jak bracia. Ich przeszłość była jednak zwiła, pełna wybojów, żalu i agresji. Dopiero śmierć żony Lindholma, powodująca ich wspólną żałobę, w pokręcony sposób odbudowała ich relację. Przez te wszystkie lata, gdy blondyn zwiedzał świat, a Ernst pracował nad swoją fortuną i prestiżem, utrzymywali ze sobą kontakt. Teraz, gdy Ivar postanowił wrócić do Uppsali, ich plany o wspólnym biznesie w końcu mogły ujrzeć światło dzienne.
Tego wieczoru Ivar nie przygotowywał się jednak na rozmowy o biznesie. Jakiś czas temu został zaproszony na przyjęcie wyprawiane z okazji osiemnastych urodzin córki Lindholma. Blondyn pamiętał dziewczynę jakby przez mgłę, w końcu ostatnim razem gdy ją widział była jeszcze małym dzieckiem. Natomiast potrafił w głowie idealnie odtworzyć obraz jej matki, trzymającej ją w ramionach i nucącej jej po cichu kołysankę. Zastanawiał się nawet czy ta dorosła już niemal dziewczyna będzie w jakimkolwiek stopniu przypominała Annikę. Najprawdopodobniej to było głównym powodem, dla którego zjawił się w rezydencji Lindholmów – musiał przekonać się na własne oczy ile w Ciri jest jej matki.
UsuńOd dwudziestu minut przechadzał się po ogromnym salonie ze szklaneczką whisky w dłoni i z ciekawością rozglądał się dookoła. Zaproszeni goście zdecydowanie nie wyglądali na rówieśników Ciri, zatem bardzo szybko doszedł do wniosku, iż impreza wcale nie ma na celu świętowania jej urodzin. Był to tylko pretekst dla Ernsta, by pochwalić się swoimi mahoniowymi meblami i marmurowymi schodami, oraz okazja do znalezienia nowych biznesmenów z napakowanymi kieszeniami. Ivar westchnął cicho pod nosem. Choć wiekowo z pewnością dopasowywał się do reszty gości, jego wygląd definitywnie różnił się od eleganckich mężczyzn w drogich garniturach i wypindrzonych czterdziestolatek, pragnących wyglądać na dwadzieścia lat mniej. Blondyn rozejrzał się ponownie dookoła – chciał jak najszybciej znaleźć Ernsta, złożyć standardowe życzenia i uciec z tego miejsca jak najdalej. W swoich czarnych dżinsach, luźno wypuszczonej koszuli i skórzanej kurtce nie wpasowywał się w otoczenie. Na szczęście Lindholm pojawił się tuż przy jego boku, dając mu wreszcie okazję do wymamrotania jakiegoś wytłumaczenia, które pomogłoby mu się wydostać z tego zadymionego od cygar i ciężkiego od drogich perfum pomieszczenia. Zanim jednak Ragnvaldsson zdołał się odezwać, ciemnowłosy przywołał swoją córkę.
W pierwszej sekundzie jej pojawienia się, zapomniał jak pracuje system oddechowy u człowieka, czym są płuca, do czego przydatny jest nos. W drugiej, jego mózg przestał odbierać jakiekolwiek sygnały dźwiękowe, a jego oczy zostały zasnute delikatną mgiełką, która powodowała, iż całe pomieszczenie wydawało się być rozmazane. W trzeciej, obraz Anniki idącej w bordowej sukience na szkolny bal pojawił się w jego głowie, tak żywy i realny, jak gdyby Ivar cofnął się w czasie. Czwarta i piąta sekunda wydawały się ciągnąć wieki, kiedy to blondyn powinien był się odezwać, lecz nie mógł znaleźć odpowiednich słów.
Dopiero, gdy Ernst klepnął go po ramieniu, blondyn ocknął się z tego chwilowego amoku.
- Ciri… Miło cię wreszcie poznać. Wszystkiego najlepszego. Widzę, że twój ojciec starannie dobierał gości i odrzucił wszystkich w twojej kategorii wiekowej. Mam nadzieję, że tacy starzy ludzie jak my nie zanudzimy cię na śmierć w dniu twoich urodzin – zażartował, uśmiechając się szeroko do dziewczyny.
Przez całe swoje życie Ivar starał się ze wszystkich swoich sił unikać tego typu przyjęć i bankietów. Niestety, kiedy prowadziło się swój własny biznes i chciało się uzyskać jak największy profit, imprezy w tym stylu były nieuniknione. Kilkakrotnie musiał nawet wcisnąć się w garnitur, którego tak nienawidził, by sprawić lepsze wrażenie przed milionerami, którzy chcieli zainwestować w jego pomysł. Dorosłość nie była taka prosta i bardzo często człowiek był zmuszony robić coś, na co z pewnością nie miał ochoty. Na szczęście te czasy miał za sobą – spora suma odłożona w banku i pub, który od samego początku świetnie prosperowała dawały mu gwarancję na to, iż nie musi się już przed nikim uchylać. Przyjście na przyjęcie Ernsta było bardziej spowodowane ciekawością, aniżeli przymusem. Ivar doskonale zdawał sobie sprawę z tego, iż mógł użyć jakiejkolwiek wymówki, a Lindholm i tak by ją zaakceptował. W jego rezydencji zgromadziła się wystarczająca ilość poważanych osobowości, by Ernst nie zwrócił uwagi na jego nieobecność. Blondyn, podświadomie bądź nie, pragnął jednak zobaczyć córkę Anniki, przekonać się ile w niej jest z matki. Po jego dawnej miłości pozostały jedynie fotografie, listy i wspomnienia, do których często lubił wracać. Ciri mogła okazać się jeszcze jednym punktem, który łączyłby go z blondynką. Miał cichą nadzieję, że dziewczyna okaże się być podobna do matki, że przez ułamek sekundy będzie mógł się poczuć tak, jak gdyby Annika stała znów obok niego.
OdpowiedzUsuńAtmosfera wypełniona była sztucznością, a usta wyginane w żałosne imitacje uśmiechów wydawały się być narzucone odgórnie, tak jak gdyby ktoś załączył w zaproszeniu, iż bez nich proszę się nie pojawiać. Wszyscy na siłę starali się pokazać, jak świetnie się bawią, mimo iż impreza zupełnie im nie odpowiadała. Największą atrakcją było przecież jedzenie na srebrnych tacach, darmowe, więc smakujące najlepiej. Mimo, iż każda persona w salonie miała wystarczającą ilość cyferek na koncie, by nie pracować do końca życia, nikt nie byłby w stanie odmówić gratisowego poczęstunku, ekskluzywnych trunków i małych prezentów, w podziękowaniu za pojawienie się. Jedyne, co należało zrobić to stać, śmiać się z banalnych żartów i wydukać życzenia urodzinowe, gdy Ciri znajdowała się w pobliżu. Wynagrodzeniem było obżarstwo, pijaństwo i możliwość klepnięcia w tyłek młodej kelnerki, gdy złapało się ją w odosobnionym korytarzu. Przednia zabawa.
Ivar gardził ludźmi, którzy sądzili, iż ich fortuna to największe osiągniecie życia. Choć sam nie mógł narzekać na swój status i bez wahania potwierdzał, że pieniądze znacznie ułatwiały codzienność, kierował się zupełnie innymi wartościami. Liczne podróże, poznawanie nowych kultur, spędzanie czasu na łonie natury i zawierane przyjaźnie były dla niego czymś najważniejszym. Pomimo, iż obecnie zdecydował się na nieco bardziej stabilne życie, nie miał zamiaru rezygnować z eksplorowania świata. Dlatego też nie miał zbyt wiele do powiedzenia w rozmowach, które toczyły się w tym momencie dookoła niego. Gdziekolwiek by nie podszedł, do jego uszu dochodziły stwierdzenia o finansach, bankowości, nieruchomościach czy ubezpieczeniach. Blondyn uważał tego typu tematy za nudne i nie warte konwersacji dłuższej niż jedna minuta, zwłaszcza, jeżeli znajdował się na przyjęciu. Powinien być to czas świętowania, zabawy, rozmów o błahostkach. Zdawał sobie sprawę, iż jako trzydziestosiedmiolatek, teoretycznie powinien był się zachowywać jak każdy inny mężczyzna w rezydencji Lindholmów. Prawdą jednak było to, co ludzie o nim mówili – Ivar był wciąż młody w duszy, niczym dwudziestolatek odkrywający dopiero dorosłe życie.
Poznanie Ciri było punktem kulminacyjnym tego wieczoru. Ivar zdawał sobie sprawę z tego, iż córka była dla Ernsta jedynie kolejnym trofeum, którym chciał się pochwalić. Z jakiegoś dziwnego powodu, szatyn od najmłodszych lat próbował z nim rywalizować, nawet o najgłupszą rzecz. Oczywiście, nie miało znaczenia ile razy wyścig wygrał Ivar, bo przecież w rozmowach przywoływano tylko osiągnięcia Ernsta. Blondyn był w stu procentach pewien, że gdyby byli rodzonymi braćmi, to on byłby zakałą rodziny, natomiast Ernst złotym dzieckiem. Na szczęście przy jego charakterze, tego typu sprawy raczej nie były dla niego szczególnie istotne i zamiast zazdrościć przyjacielowi, zawsze szczerze my gratulował. Do czasu, gdy Lindholm postanowił mu odebrać jedyną rzecz, na jakiej zależało mu w życiu. A właściwie osobę. Mimo, iż od tego wydarzenia minęło ponad dwadzieścia lat, Ivar nadal pamiętał. Wizja Anniki w białej sukni, idącej do ołtarza, przy którym czekał na nią Ernst, miała go nawiedzać do końca jego dni. Dla byłego wówczas przyjaciela była to tylko kolejna wygrana, ponowna przewaga nad blondynem. Nie rozumiał, jak wiele zniszczenia miała przynieść jego decyzja o odebraniu Ivarowi jego pierwszej i jedynej miłości.
UsuńWidząc Ciri, wszystkie te wspomnienia dotarły do niego ze zdwojoną siłą. Osiemnastolatka była tak niesamowicie podobna do Anniki, iż przez moment zdawało mu się, że to właśnie ona stoi przed nim. Na dodatek uśmiech satysfakcji na twarzy Ernsta tak bardzo przypominał ten, którym obdarował blondyna lata wstecz… Nienawiść ponownie zastukała do serca Szweda i choć pięć sekund wcześniej myślał tylko o uroku, jaki otaczał młodziutką Ciri, teraz miał w głowie wyłącznie chęć zemsty. Najśmieszniejsze było to, że nie zazdrościł Ernstowi córki, luksusowego domu ze służbą czy własnej firmy. Nie obchodziło go to w najmniejszym stopniu. Zdał sobie jednak sprawę, iż nawet teraz, nie jest mu w stanie wybaczyć odebrania mu Anniki.
Na komentarz dziewczyny odpowiedział krótkim śmiechem. Najwyraźniej nie był to pierwszy raz, kiedy ojciec zmuszał ją do uczestniczenia w przyjęciach, gdzie średnia wiekowa wskazywała czterdzieści wiosen.
- Ernst, widzę że w końcu znalazł się ktoś, kto nie boi się tobie przeciwstawić. Musi ci być cholernie nudno, kiedy każdy z tych bufonów zgadza się z wszystkim co powiesz. Przynajmniej Ciri dodaje trochę ożywienia w waszych rozmowach – powiedział, nie obawiając się konsekwencji. Szatyn znał jego charakter i wiedział, że Ivar był bezpośredni i lubił żartować. Choć z pewnością wiele jego komentarzy mu nie przypadało do gustu, Ernst często kwitował je jedynie nieznacznym uśmiechem. Tym razem nie zrobił wyjątku.
- Nie masz się czym martwić, słyszałem że siwe włosy są teraz bardzo modne. Wpasowujesz się więc w zachodnie trendy.
Ivar zerkał od czasu do czasu na swojego przyjaciela, lecz w większej mierze skupiał się na studiowaniu twarzy Ciri. Zwłaszcza, gdy Ernst postanowił go przedstawić, skupił swój wzrok na niej, by podchwycić jej spojrzenie. Głębia zieleni jej oczu go zszokowała, jeszcze nigdy wcześniej nie widział tak intensywnego koloru. Nawet Annika nie mogła pochwalić się tak zniewalającym wejrzeniem.
Gdy podała mu swoją dłoń, uchwycił ją swoją ręką i nachylił się, by złożyć na jej wierzchu delikatny pocałunek.
- Twoje imię idealnie do ciebie pasuje, Ciri – skomentował, prostując się i na nowo przywołując na twarz ciepły uśmiech.
Blondyn znalazł się w niemalże identycznej sytuacji, w jakiej odnajdywała się właśnie Ciri. W momencie przekroczenia progu rezydencji Lindholmów, wszystkie spojrzenia zostały skierowane na niego, mimo iż nie był żadną gwiazdą wieczoru, ani specjalnym gościem. Jednak jego powrót do Uppsali wzbudził pewne zainteresowanie, zwłaszcza wśród dawnych znajomych ze szkoły. Wiele osób nadal pamiętało, w jaki sposób zakończyła się przyjaźń między Ernstem i Ivarem, dlatego jego przybycie było potraktowane z wielkim zdziwieniem. Do tego dochodził fakt, iż blondyn zerwał wszelkie kontakty w chwili wyjazdu ze Szwecji i z pewnością w tamtym czasie wiele osób miało do niego o to żal. Ivar czuł się więc niczym dzikie zwierzę na wybiegu, zamknięte w klatce, narażone na taksujące spojrzenia i wścibskie komentarze. Niewiele brakowało, by ludzie zaczęli go wytykać palcami, chociażby ze względu na jego mało elegancki wygląd. Na szczęście znajdowali się w cywilizowanym świecie, gdzie coś takiego było niedozwolone. Natomiast fałszywe komplementy, oceniające spojrzenia i uwagi, wyszeptane do ucha obok stojącej osoby były na porządku dziennym. Ragnvaldsson nie miał już jednak piętnastu lat by czymś takim się przejmować. Z nieznacznym uśmiechem witał się z osobami, które pamiętał, a nawet pozwalał sobie na krótkie pogawędki. Wydawał się nie widzieć, jak zaproszeni goście lustrują go od stóp do głów, jak jego ciało zostaje oceniane w skali od jeden do dziesięciu przez kobiety, a stan portfela szybko kalkuluje się w głowach mężczyzn. W trakcie swoich licznych podróży przekonał się, iż nie dało się dogodzić każdemu z osobna, i że trzeba było zaakceptować fakt, iż ludzie zawsze będą cię oceniać. Nie ważne, jak bardzo byś się nie starał, ktoś zawsze wytknie ci problem i będzie starał się za wszelką cenę zmieszać cię z błotem. Ivar odkrył zbyt wiele kultur i poznał zbyt wielu ludzi, by przejmować się garstką zadufanych w sobie i zakochanych w pieniądzach czterdziestolatków, którzy za parę lat będą żałowali swojej młodości spędzonej na ciągłej pracy i gonitwie za fortuną.
OdpowiedzUsuńRodzina Lindholmów zawsze była dość specyficzna I Ivar szczerze wątpił, by po latach cokolwiek się w tej kwestii zmieniło. Ernst pochodził z o wiele bardziej zamożnej rodziny niż blondyn i niejednokrotnie dało się to odczuć. Właściwie to było powodem, dla którego zwykli przebywać w domu Ragnvaldssonów, gdzie atmosfera diametralnie różniła się od tej panującej w jednej z najbogatszych rezydencji w Uppsali. Kiedy Ivar odwiedzał przyjaciela, nigdy nie czuł się w pełni swobodnie, mimo iż znał jego rodzinę niemalże od chwili urodzenia. Często nawet zastanawiał się, jakim cudem jego matka przyjaźniła się z rodzicielką Ernsta. Mimo, iż pieniędzy w domu Ivara nigdy nie brakowało, jego rodzina nie obnosiła się ze swoim dostatkiem. Owszem, mieszkali w dobrej dzielnicy, lecz ich dom nie był wybitnie duży. Nie kładli marmuru na schodach, nie starali się o największy i najpiękniejszy ogród w całej Uppsali, nie mieli służby. Przede wszystkim jednak, byli bardzo związani ze sobą. Każdego dnia starali się zjeść wspólnie śniadanie bądź kolację, organizowali wspólne wycieczki i to właściwie wówczas zarazili Ivara pasją do podróżowania. U Lindholmów nie dało się odczuć tego typu domowej, ciepłej atmosfery. Ich willa była tylko budynkiem, zaś drogie prezenty miały zastępować Ernstowi brak czasu ze strony rodziców. Blondyn w przeszłości po cichu liczył, iż przyjaciel pójdzie zupełnie inną ścieżką. Niestety, z roku na rok szatyn coraz bardziej przypominał swego ojca i jego pasję do pieniędzy. To właśnie wówczas ich przyjaźń powoli zaczęła wygasać.
Gdy tak stał i studiował twarz Ciri, nie zdawał sobie sprawy jak bardzo intensywne jest jego spojrzenie, i w jaki sposób może to odebrać dziewczyna. Ivar był jednak zszokowany jej podobizną do Anniki, dlatego też nie mógł się zmusić do odwrócenia wzroku. Dopiero, kiedy na policzki dziewczyny wpełzł delikatny rumieniec, opuścił spojrzenie, wykrzywiając usta w delikatnym uśmiechu. Choć było to nieodpowiednie, musiał przyznać, iż ta delikatna czerwień dodawała Ciri uroku. Chciał kontynuować rozmowę, zadać jej pytanie, a może pięć, cokolwiek, by dowiedzieć się o niej nieco więcej i jeszcze raz zobaczyć jej uśmiech. Niestety, nadszedł ten czas, którego nienawidził niemal każdy solenizant – śpiewanie sto lat, podczas którego nie wiadomo było, co ze sobą zrobić. Stać czy siedzieć? Uśmiechać się czy śpiewać? Na kogo patrzeć? Kiedy zdmuchiwać świeczki? Ivar dokładnie pamiętał tego typu sytuację i nie zazdrościł Ciri w żadnym stopniu. Kiedy dziewczyna została zaproszona na środek sali, by przyjąć życzenia i jeszcze więcej prezentów, blondyn oddalił się i wmieszał między resztę gości. Swój prezent postanowił dać jej później, kiedy nie będzie otaczał ją tłum ludzi, będących bardziej podekscytowanymi na widok cyferek na czeku, niż ona sama.
UsuńGodzinę później, gdy cały chaos dotyczący solenizantki nieco się uspokoił, a wszyscy powrócili do gawędzenia i podjadania, Ivar zdecydował się iż to odpowiedni czas na wymknięcie się. Musiał jeszcze tylko odnaleźć Ciri, by wręczyć jej prezent i pożegnać się. Nie chciał wyjść na kogoś zupełnie pozbawionego kultury, osoby, która znika bez pożegnania, a na dodatek przychodzi z pustymi rękami na przyjęcie urodzinowe. Rozejrzał się po sali, lecz nigdzie nie mógł odszukać jej wzrokiem. Odczekał kilkanaście minut, jednak Ciri wydawała się ulotnić w powietrze. Widział jednak, jak Akne, jeden z dawnych znajomych, kieruje się w jego stronę i nie mając ochoty na dalsze rozmowy, postanowił wyjść na zewnątrz. Jego usta wykrzywiły się w szerokim uśmiechu na widok ogromnego ogrodu, który pamiętał z dzieciństwa. To było jedyne miejsce w rezydencji Lindholmów, które zawsze uwielbiał – metry kwadratowe wypełnione pachnącą trawą i drzewami. Teraz, choć pokryty śniegiem, ogród nadal wyglądał zniewalająco. Niewiele myśląc postanowił przejść się, odkryć dawne ścieżki i dopiero później odszukać Ciri.
Był w trakcie skręcania w jedną z alejek, kiedy poczuł jak ktoś na niego wpada. Na szczęście szybko się zreflektował i złapał dziewczynę, dzięki czemu nie odbiła się od niego i nie upadła na śnieg. Z rękoma wciąż na ramionach sprawczyni całego zamieszania, odsunął się lekko by zerknąć z kim ma do czynienia.
-Oh, Ciri. Wszystko w porządku? Przepraszam, nie widziałem cię – odezwał się, lustrując dziewczynę wzrokiem, by upewnić się, że nic się jej nie stało.